Blog emigracyjny

sobota, 22 maja 2021

Imigranci za dobrzy

Czyli - skąd niechęć do imigracji z Europy

Dziwić może fakt, że wielu Brytyjczyków wciąż niechętnych jest mieszkającym nad Tamizą przybyszom z Kontynentu, podczas kiedy niespecjalnie przejmuje się legalnymi i nielegalnymi imigrantami z krajów Trzeciego Świata. Wytłumaczenie jest proste, a opiera się na tym, co te kategorie osób wnoszą do społeczeństwa, a także do budżetu. W tym przypadku... „na odwyrtkę” - czego nie wnoszą.


imigracja do UK z Europy
Owszem, względy humanitarne pewnie grają jakąś rolę. No bo ci w Europie „Wschodniej” (jak tutaj nazywają też Europę Centralną) jakoś sobie radzą i u siebie. Już nie mówiąc np. o Hiszpanach. Ci, mimo szalejących na Półwyspie Iberyjskim różnych socjalistycznych wynaturzeń, w ogóle mają prawie dobrze.

A u egzotycznych - dramat. Nie wgłębiajmy się skąd ten dramat, bo otworzymy dyskusję o kolonializmie, w której nie będzie można za bardzo grzebać w jego przyczynach; zaś wyliczyć będzie można tylko skutki negatywne.

Do tego można by zahaczyć o drugą grupę względów, o której to dyskusja w dzisiejszych czasach również brnie w ślepą uliczkę. A mianowicie mówiąc coś nie tak o tych przybyszach, zostaje się z miejsca posądzonym o rasizm.

________________________

________________________


Ale w sensie masowym, imigranci z Kontynentu są niepożądani z innych powodów. I to dla dwóch różnych kategorii Brytyjczyków. Najpierw - dla niewykształconej masy, tak zatrudnionych (choć wciąż niezadowolonych), jak i bezrobotnych.

Nie żeby generalzować, że to w ogóle naród debili, Broń Boże! Jednak to społeczeństwo bardzo spolaryzowane. Może bardziej niż inne, bardziej niż np. nasze. Owszem, są tu jednostki światłe, znakomici naukowcy, nobliści; a obok nich stada tumanów. Dosłownie. Ludzi, którzy mają problem ze zrozumieniem rozkładu jazdy na przystanku (przeczytaj więcej o problemie analfabetyzmu w Wielkiej Brytanii). Ja już nie mówię o rozumieniu choćby najprostszych zasad ekonomii, polityki, czy nawet rozumieniu mapy.

I ci ludzie mają spore problemy z imigrantami. Pierwszy - taki irracjonalny. Jak to i u nas. Nierozumienie, niechęć do tego co obce. Bo tak.
Drugi - bardziej realny. Ci tubylcy mało wiedzą, wolno się uczą, chcieliby sporo zarabiać, a robić za dużo się nie chce. A tu pojawiają się tacy bardziej chętni do roboty, co gorsza najczęściej choćby trochę lepiej wykształceni, a dość często dużo lepiej. Nawet na zasiłkach rodzinnych znają się lepiej. Po prostu bardziej kumaci.
No to wybór na rynku pracy jest dość prosty.

No i ci przybysze jeszcze się bezczelnie szybko rozwijają. Gromadzą dobra. Jest im fajniej po prostu (nie wszystkim, tak naprawdę - ale widzi się tych, którzy się bardziej wyróżniają). Taki tubylec już w trzecim pokoleniu zamieszkuje councilowską norę, a ten imigrant prowadzi biznes, kupuje dom i jeździ na wakacje zagraniczne. Nie powinien.

Kolejna grupa, której zbyt ogarnięci imigranci nie pasują, to rządzący. Owszem, im powinni podobać się tacy przybysze, którzy więcej wnoszą do budżetu, niż z niego pobierają. Ale nie, lepsi właśnie ci, których się utrzymuje, którzy nic nie robią, którzy nic nie potrafią - bo oni nie stanowią konkurencji dla grupy lokalsów opisanej powyżej. Tym niedorozwiniętym społecznie i zawodowo przyjezdnym da się zasiłki, domy; niech sobie siedzą i nie stanowią konkurencji dla lokalnych abnegatów. Bo ci to wyborcy. O swoich niewykształconych nierobów trzeba dbać najbardziej.

Zresztą... skąd my to znamy?

PS. Nie wszyscy zrozumieli o czym mówię? Zwłaszcza w pierwszych trzech akapitach? To dobrze, to bardzo dobrze. Tak miało właśnie być. Nie wszyscy powinni to rozumieć.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz