Blog emigracyjny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas pracy w Wielkiej Brytanii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas pracy w Wielkiej Brytanii. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 maja 2022

Czas pracy i wypoczynku po angielsku



Ile lat tu nie mieszkam, nie mogę przywyknąć do brytyjskiego pojęcia czasu pracy. Z jednej strony szeroko komentowane pomysły na czterodniowy – z drugiej całe dni zajęte pracą i jednocześnie niemożność korzystania z usług. Bo one już nie działają, kiedy kończymy własną pracę. Do tego bardzo skrajne podejścia do obecności w robocie.


No niby wszystko wygląda dobrze i tak liberalnie. Na zewnątrz, poza tym krajem, wydaje się, że tak tu ludzko. „Oni teraz mają strajk. Bo oni mają za ciemno w pracy” - to hasło z „Misia” dla wielu było wynacznikiem tego jak tu fajnie. I jak bardzo szanuje się prawa pracownika. A jak jest naprawdę?

Rzeczywiście, tam gdzie panują potężne związki zawodowe, pracodawcy muszą niejednokrotnie im ulegać, po prostu szanować ich dyktat. I te sytuacje wychodzą na czołówki gazet. Ale na co dzień nie znam wielu takich miejsc.

___________________________

___________________________

Poza tym, wydaje mi się, że wciąż unosi się tutaj duch XIX-wiecznego kapitalizmu, i gdzieś daje o sobie znać utajone przeświadczenie, że człowiek ma pracy poświęcić cały swój dzień. Że ona jest główną treścią jego życia. Poza tym, może się iść napić do pubu.

brytyjski czas pracy
Czy też u podstaw organizacji czasu pracy i dnia w tygodniu leży idea, aby się wyspać? Wątpię. No bo tutaj tak wiele zaczyna się o g. 9. Pracują do 17.30 (8 godzin plus niepłatna przerwa, czy jakoś tak). W domu są np. o g. 18.30. Obiad, browar i do spania.

Pamiętam swoją rodzinę w Polsce wracającą „z roboty”, gdzieś o czwartej po południu, a nawet o trzeciej. Po posiłku był jeszcze czas na wiele. Na niejedną czynność. Zakupy, odwiedziny u kogoś, dziennik, film – wcale nie o 12 w nocy, itd.

Tak, wiem, że teraz też i w PL niektórzy hakują w jakimś korpo jak dzikie osły, ale to chyba jakieś wynaturzenie z Zachodu. Gdzie ten czterodniowy dzień pracy, o którym tyle się mówi?

Bank dla ciebie nieczynny

Jednocześnie ten czas po angielsku powoduje inne problemy. Bo kiedy kończą tę robotę po 17, to kończy większość. Bank też już zamknięty. Poczta też i znaczna część aptek. Na moim deptaku zamykają się sklepy, a nawet punkt dorabiania kluczy i szewc. Pozostaje Tesco i to, co kątem przy nim.

Tak więc - kiedy ja będę mógł iść do banku (bo przecież nie wszystko da się załatwić online)? Jak będę miał wakacje. W soboty też przestali pracować... („mieli za ciemno w pracy”?). Do apteki przepisałem się tej, co to w hipermarkecie. A byłem w tej przy przychodni. Aha, no lekarz też nie działa, zamknął się o 17. Kartki na święta wysyłam w sobotę, stojąc w niezłej kolejce takich jak ja, co to normalnie pracują wtedy, kiedy pracuje poczta.

Ja jestem unwell

Czyli jednak mają szacunek dla prawa do czasu wolnego? No niby. Przecież w każdym miejscu, w którym pracowałem, co chwilę ktoś dzwonił, że on jest „unwell” („źle się czuje”, bez rozwijania tematu) i nie może dziś przyjść. Albo wręcz, że on „is not like into work today”. I to działało. Genialne.

Ale czy jest aż tak dobrze? Z drugiej strony bowiem spotkałem spore grono niebezpiecznych szaleńców, którzy w ogóle nie idą na chorobowe. Nie, nie żeby nawet byli tak żelaznego zdrowia. Otóż przylezą nawet charkając i kaszląc. Ale nie biorą chorobowego i już. Poza tym „oni wtedy nie płacą” - tłumaczą mi postawę rozlicznych pracodawców., którzy w tym kraju do czterech dni chorobowego nie płacą nic, a powyżej – marne 25% Statutory Sick Pay.

No tak, ale w ten sposób, to ci chorzy w pracy zarażają innych, „grają na czas” - starając się po prostu przetrwać – i demoralizują tych pracodawców, którzy przyzwyczają się do takich stachanowców.

Jak również do tych, którzy szanują ich koncepcje, aby np. nie brać urlopów dłuższych niż 10 dni lub abyś sobie wziął takowy w listopadzie, bo w lecie inni też chcą jechać. Albo, że... przecież nie musisz co roku jeździć na wakacje, pojedziesz w następnym.

A ja w listopadzie to mogę z dziećmi do d... na raki pojechać, zaś tygodniowe wakacje, to ja sobie proponuję w buty wsadzić. Udowodniono, że człowiek odpoczywa od pracy prawdziwie po 3 tygodniach. Brak wakacji nie wchodzi w rachubę, nie żyję dla pracy.

Tak więc jak tu jest naprawdę? Pracodawcy czują się może nawet bardziej panami, ale... od 9 do 17.30.


Poprzednio pisaliśmy o kolejkach w Manchester Airport