Blog emigracyjny

środa, 29 lipca 2026

Epopeja gazowa



Kiedy udało mi się przekonać mojego landlorda, aby na powrót doprowadził do domu gaz, myślałem że złapałem Pana Boga za nogi. Jednak z upływem czasu coraz bardziej rzednie mi mina. Ów z pozoru prosty proces trwa już sidem miesięcy. Mam całą instalację w domu, pozostało podłączyć licznik. Ale podłączenie gazu w UK to jest droga przez mękę. A dokładnie - ponowne podłączenie.


Sprowadzając się d nowego domu, nie zwróciłem uwagi na to, że jest w nim tylko prąd. Zwróciłem jednak uwagę na to szybko, kiedy przyszło płacić za ów prąd, a szczególnie za ogrzewanie. Rachunki zaczęły sięgać setek funtów.

Gaz tu kiedyś był, ale swego czasu ktoś przekonał starszego już właściciela, aby przeszedł na prąd i do tego baterie słoneczne (które nie dają już prawie nic - są stare i niewydajne).

Prędko zredukowaliśmy owo ogrzewanie, włączając jedynie dwa kaloryfery na krótki czas. Jednak koszt miesięczny dalej wynosił ok. 300-400 funtów miesięcznie. Niewiele pomogło nawet użycie jednego grzejnika na podczerwień w mojej sypialni. Cóż zima ma swoje prawa.

Zacząłem więc narzekania - które z czasem przerodziły się w negocjacje - u swojego landlorda. Za pośrednictwem agencji nieruchomości, bo samego właściciela domu nigdy nie spotkałem. Po jakimś czasie nadeszła wiadomość - zgodził się na reinstalację! I pokryje koszta.

To niesamowite, bo do tej pory nie zdarzyło mi się, aby ktoś przystał na podobną, kosztowną operację.


Wkracza OVO


podłączenie gazu w UK
Wraz z agentem zgłosiliśmy sprawę do OVO, który tutaj dostarcza energię. I tu się zaczęło. Od początku mieli problem jak sobie z tym poradzić. Coś tam wiedzieli, że dzwonią, ale nie za bardzo w którym kościele.

Moją sprawą zajmował się co chwilę ktoś inny. Do obsługi klienta OVO jest tylko jeden telefon i wszystko zależało od tego, kto odbierze. Tak więc za każdym razem musiałem sprawę tłumaczyć od nowa. Różnym przypadkowym Hindusom, Afrykanom, Szkotom. Co chwilę ktoś pytał gdzie mam licznik. Albo gdzie był wcześniej. A skąd mam wiedzieć?

Porobili sobie wreszcie jakieś notatki na moim profilu klienta, ale te były ciągle dość niedokładne, kalekie, bym powiedział. Zacząłem się zastanawiać, czy oni posiadają zdolność przelewania myśli „na papier”.

Wypełniono ze mną formularz, do którego musiałem znaleźć samemu jakiś dane techniczne dotyczące mojego gazu i instalacji. Z czasem te dane zgubili. Kolejny obsługujący mnie konsultant nie mógł ich odnaleźć.


Wkraczają fachowcy


Odwiedził mnie pracownik firmy Cadent, która w całym kraju zajmuje się podobnymi instalacjami. „Gdzie jest awaria?” - zapytał na wejściu. „Tu nie ma żadnej awarii. Mam mieć na nowo podłączony gaz, nie mówili ci?” - odpowiedziałem. Okazało się, że w jego firmie nie poinformowali go o co chodzi.

Niemniej znalazł rurę na zewnątrz i stwierdził, że mamy „żywy gaz”. I że wystarczy tylko podłączyć licznik i już.

Oczywiście nie wystarczyło, bo trzeba było jeszcze zainstalować boiler, połączyć go z ogrzewaniem i poprowadzić rurę do tej na zewnątrz. A pomiędzy nie wsadzić licznik. No i wszystko poza licznikiem wykonali gładko przedstawiciele innej firmy, KDE, pracującej na zlecenie mojego landlorda.


Wraca OVO


I teraz rzeczywiście można było zainstalować tylko licznik.

Zasadniczo. Bo kiedy przyszedł człowiek z OVO, stwierdził, że miejsce jest nieprzygotowane (chyba chodziło mu o to, że jedna rura jest pionowo, druga poziomo i znajdują się w pewnej odległości) i w ogóle to powinno być „raczej tam” - tu machnął ręką w kierunku innego miejsca na ścianie. „Niech przyjdzie Cadent i to zrobi” - powiedział. I poszedł.

Zwróciłem się znów do agencji nieruchomości. Ci pogadali z Cadent (wiedzą jak z nimi rozmawiać). Jednak przedstawiciele tej firmy stwierdzili, że potrzebują dokładniejszej specyfikacji tego, co ma być zrobione.

Wróciliśmy więc do OVO. Ci odpowiedzieli, że Cadent powinien wiedzieć, bo przecież robią to zawsze, w całym kraju. OVO tylko zakłada licznik, nie zajmuje się rurami.

W międzyczasie moim przypadkiem zaczął zajmować się inny konsultant, właściwie menadżer dostarczyciela energii. Zaczął wypytywać o podobne dane jak inni wcześniej (nie ma ich znów na moim profilu), o to co było już raz ustalone....

I stwierdził, że... licznik powinien być w domu pod zlewem. Nie dociera do niego, że rury z gazem i do gazu mam na zewnątrz.

I w tym punkcie się dzisiaj znajduję. Siedem miesięcy później. Czekam właśnie na inżynierów z OVO (tzn. przez nich wynajętych, bo oni nikogo własnego nie mają), którzy mają przyjść i ocenić sytuację. Tzn. zrozumieć to, co już im dziesiątki razy powiedziano. Prżyjeżdżają z Liverpoolu do Manchesteru.

W sprawę zaangażowane są cztery firmy/instytucje i nieznana mi już liczba osób. Trzeba tylko włożyć licznik gazu pomiędzy dwie rury.

Aha - ja już mam od maja rachunek za gaz (opłaty stałe). Mają mi to zwrócić. Zasadniczo.


Poprzednio - Zrób sobie cieplej w UK




 

   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz