Blog emigracyjny

wtorek, 4 czerwca 2019

Lotnisko modelowe



Podróż na wakacje wielu z nas może kojarzyć się niezbyt przyjemnie. Wszak pobyt na emigracji i do tego na Wyspach, wymaga dłuższych peregrynacji, często samolotowych, połączonych z kolejkami, oczekiwaniem, opóźnieniami itp. Ja wybrałem wariant jeszcze dłuższy, ale przyjemny, bo na mojej drodze był Arlanda Airport w Sztokholmie.

Owszem – dokładniej to pod Sztokholmem. Lotniska wszak raczej rzadko znajdują w centrach miast.
A jak się tam znalazłem? Otóż na wczasy mogę jechać tylko wtedy, kiedy dzieci mają wolne w szkole. Jak wiadomo, ceny biletów w UK idą wtedy szalenie w górę. Koszt lotu dla pięciosobowej rodziny staje się irracjonalny. Trzeba sobie z tym jakoś radzić
Pomagają nam wyszukiwarki lotów. Oprócz opcji połączeń bezpośrednich – wciąż drogich – oferują one też szeroki wybór podróży z przesiadką. Również taką z przerwą kilkugodzinną. Te najczęściej są sporo tańsze. Na bilecie dla całej rodziny można zaoszczędzić setki funtów. Zobaczcie np. tanie loty.

Że to męczące? Też mi to przychodzi do głowy, ale wtedy przypominam sobie np. podróż na wczasy pociągiem 2 klasy relacji Kraków-Świnoujście (ja już nie mówię o tym z Przemyśla). To były dopiero atrakcje...

lotnisko w Sztokholmie
Poza tym, staramy się wybierać trochę lepsze linie, a przesiadać się – i ewentualnie spać – na jak najlepszym lotnisku. Po raz pierwszy spaliśmy na lotnisku w Dublinie. Było jako tako, ale ewentualne niewygody rekompensował fakt, że już wkrótce będziemy na hiszpańskim wybrzeżu. A jeszcze wcześniej pośpimy w samolocie.
Następnie było Oslo. To wyższa półka, Przestronnie, czysto, bezpiecznie, jest możliwość doładowania komórki, czy komputera. Wiadomo, Skandynawia.

Polecieliśmy tam liniami SAS. Podobnie jak ostatnio – znów przez Oslo i powrót przez Sztokhlom-Arlanda. Jeszcze dalej od Anglii, było trochę obaw. Ale niepotrzebnie. Człowiek sporo pospał w samolocie, w którym też doładował telefon i napił się darmowej kawy. Samoloty wszak w tej linii wygodniejsze niż np. w Ryanair. A podróż – tańsza.

No a lotnisko?

To było to! Już od pierwszych minut po wylądowaniu można było zorientować się, że nieźle tu z organizacją. Na telefon bowiem niezwłocznie dostałem wiadomość z rozkładem jazdy pociągu „Arlanda Express” łączego lotnisko z centrum miasta. Tym razem tego nie potrzebowałem, ale sam fakt istnienia takiej usługi godny jest odnotowania.

lot z przesiadką
No a na miejscu? To trzeba po prostu wyliczyć. Przede wszystkim mnóstwo toalet, czasami co kilkanaście metrów. Chyba nie muszę dodawać, że czystych. Mnóstwo stanowisk z kontaktami do ładowania sprzętu elektronicznego oraz takie z USB. Nawet tuż przed samym wejściem do samolotu.
Znaleźliśmy różne rodzaje siedzeń, w tym kanapy, na których da się zdrzemnąć całkiem wygodnie. Jest nawet trochę ogólnodostępnych, głębokich foteli.
Działają tu liczne lokale gastronomiczne (ponad 20 na jeden terminal) w tym te z kawą, herbatą i przekąskami - we wcale normalmych cenach, zwłaszcza jak na lotnisko i na Skandynawię (duża latte za 37 koron). A jak ktoś chce po prostu wody pitnej – proszę bardzo, nawet nie trzeba jej kupować, są tu punkty z darmową wodą do napełniania butelek.

Wyświetlają tu prognozy pogody dla stolic i ważnych miast europejskich (np. Krakowa) i skandynawskich. Istnieje fajna play area dla dzieci – takie niby-lotnisko z drewna. Zresztą nie jedna, bo kolejne są np. po przejściu kontroli paszportowej przed lotem do UK. Ta ma z kolei m.in. prosty symulator stanowiska pilota i inne gry dla najmłodszych. Obok, na piętrze, znajduje się punkt dla „plane spotters”, na wprost pasów startowych - z rozrysowanym schematem lotniska oraz barwami wszystkich obsługiwanych tu linii lotniczych. Stąd młodsi i starsi mogą obserwować starty samolotów.
No i wreszcie, choć to kraj dość ekologiczny, nie zapomnieli o palarniach - również po przejściu kontroli paszportowej do Wielkiej Brytanii.

Słowem, wygodnie i przyjemnie. Polskie, czy brytyjskie lotniska są w porównaniu z tym po prostu niezorganizowane. Nie mówiąc o ich klientach, którzy na gwałtu rety biegną do kolejki po ogloszeniu gate'u (tu – spokój). Nie, że oni mają więcej pieniędzy. Trzeba po prostu kogoś z głową. Mamy tu do czynienia z wyższym poziomem rozwoju cywilizacyjnego.

Owszem, jeżeli będę mógł kupić bilet bezpośredni w przyzwoitej cenie, to tak właśnie zrobię. Jeżeli nie – polecę znów z przesiadką. Tylko w dobrym miejscu.


Poprzedni post

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz