Blog emigracyjny

środa, 6 listopada 2013

Kraj zrobiony na kleju

Żyjąc w UK wciąż natykamy się na przykłady bałaganiarstwa, niestaranności, czy też po prostu fuszerki. Owszem, jesteśmy tu w pewnym sensie gośćmi, ale często również klientami i jako tacy mamy prawo domagać się jakości czegoś za co płacimy i wyśmiewać dziadostwo.

Niespodzianki, które oferuje 
życie i praca w UK  nie są wcale głęboko pochowane. Wystarczy zajść do pierwszego lepszego domu, zwłaszcza takiego wynajmowanego – a nie tego, którego polski właściciel zrobił już porządek.

Typowy brytyjski dom

Zacznę od siebie. W ubikacji mam umywalkę tak małą, że pod kranem nie mieszczą się dłonie. Drzwi od frontu (południe) z trudem domykają się w lecie, te od ogródka nie chcą zamykać się w zimie. Drzwi od jadalni zamykają się same (spad?). Schody na piętro są tak wąskie, że nie zmieściły się w nich wszystkie meble. Musiały zostać na dole.

W poprzednim domu miałem kaloryfer w living roomie zamontowany na ścianie wewnętrznej, naturalnie cieplejszej, a nie na pod oknem, gdzie chłodniej. Oknem z pojedynczą szybą, zresztą.

Co się da, przymocowane jest na słowo honoru. Na jednym z polonijnych portali toczy się zresztą o tym ciekawa, a przede wszystkim tragikomiczna dyskusja. Aż się mnoży od źle (niebezpiecznie) podpiętych kabli, zacieków, dziur, odpadającego tynku, płytek, gnijących wykładzin. Choć najlepsze kawałki to spadające sufity lub kostka brukowa przyklejana do podłoża...

Następnym razem wyjaśnię „to dlaczego tutaj w ogóle mieszkamy, jak nam się tak nie podoba”. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz