Blog emigracyjny

poniedziałek, 18 maja 2020

Pamiętnik z zadżumionej wyspy cz. VII czyli Festiwal Hipokryzji



Różne są sposoby na radzenie sobie z lockdownem, a późnej na jego „odmrażanie”. Niektóre z nich zupełnie bezsensowne, ale – uwaga! - rządowe. W takim UK trzeba więc się ich trzymać. Najważniejszym pomysłem od siebie jest zaś ogłoszenie „Jak nasza firma pomoże ci w czasie pandemii Covid-19”.

trzymaj dystans
Tym, co widzimy na co dzień jest organizowanie kolejek do sklepów, a później kolejek w sklepach do kas z odstępem pomiędzy ludźmi. Gdzieniegdzie poumieszczane środki dezynfekcyjne, rękawiczki jednorazowe, no i przede wszystkim obwieszczenia. One mają zrobić wrażenie, no bo w niektórych miejscach są po prostu nieskuteczne, niewykonalne – jak np. w komunikacji miejskiej.

Co do komunikacji zaś, to jednym z pomysłów na „odmrażanie” mają być puste środkowe miejsc w samolotach. Że niby ten dystans jakichś 70 cm uchroni przed zarażeniem.
Pomóc miałaby wentylacja powietrza, podobno dzięki niej samoloty są najczystsze biologicznie ze wszystkich środków komunikacji, bo w kilka minut wymienia się całe powietrze wewnątrz, a jego ruch odbywa się drogą górą-dół,a  nie poprzecznie.
Te nadzieję zostały jednak sponiewierane przez komentatorów znających biznes od środka. Np. na forum brytyjskich expatów w Hiszpanii ktoś wyjaśnił, że system pomógłby – gdyby działał. Ale, że to droga rzecz, to wyłącza się większość z owych „wywietrzników”. Działają wszystkie zawsze jedynie w kabinie pilotów. Pasażerom najczęściej nie zapewnia się takiego luksusu. Było tak kiedyś, kiedy w samolotach można było palić. Palaczy spacyfikowano i oszczędza się też na wentylacji.

Skądinąd znamy też takie pomysły, jak otwarte hotele, ale z zamkniętymi restauracjami. „A co, goście z Emiratów mają jeść swoje kanapki?” - napisano na jednym z forów. Z jednego z polskich resortów nadmorskich donoszą nam, że w prywatnych pensjonatach będzie można zakwaterować tylko po dwie osoby w pokojach. Nawet tych wielosoobowych. Czyli rodziny z dziećmi odpadają. Chyba, że np. matka zamieszka z dzieckiem, ojciec sam...

Pomysł z innej branży to liga piłkarska bez kibiców, za to z izolacją zawodników i z mierzeniem temperatury itd. Dziwnie to się ogląda, ale lepszy rydz niż nic. Problem w tym, że ci już zaczęli się całować na boisku...

W UK tymczasem grunt to trzymać się zaleceń rządowych. Próba zapytania: a jakby tak trzymać się zaleceń lekarzy, ekspertów? - nie ma żadnego sensu. Nie zostanie po prostu zrozumiana.
Pozostaje dla mnie tajemnicą, czy oni robią tak, bo rządu słuchać trzeba (takie zyscyplinowane społeczeństwo)? Bo tak ich nauczono i nie wyobrażają sobie czynić inaczej? Może rząd nawet nie mieć racji, ale nie ma innego wyjścia. Czy może – bo uważają, że rząd to sprawdził, że konsultował się z najlepszymi umysłami w danej dziedzinie i stąd wie, jak należy postępować?
Stawiałbym na pierwszą opcję. Poza oczywiście elementami aspołecznymi. W Polsce dopuszczanie myśli, że rząd to debile czy złodzieje jest bardziej powszechne. W związku z tym, normalną praktyką jest kombinowanie jak ich tu wykolegować. I to wcale nie trzeba być przeciwnikiem danego rządu, aby tak o nim myśleć (widać to nawet i teraz – słychać np. głosy od stronników PIS, że tak, że kradną, no ale tamci kradli więcej).

londyńskie metro
W Wielkiej Brytanii doszedł ostatnio jeszcze jeden powód, aby trzymać się rządowego „guidance”. A mianowicie fakt, że dotyczy ono ostatnio łagodzenia obostrzeń. Na to zaś czekają liczni ci, którzy w żadnego kornawirusa nie wierzą, nie wiedzą co to jest wirus i jak działa (rzesze) i pracodawcy. Ci są szczególnie zażarci w zacieraniu wszelkich śladów po wciąż grasującej pandemii, choć na co dzień głoszą zupełnie co innego. Na swoich stronach internetowych, w newsletterach do pracowników i klientów, zaczynają wszystko od ogłoszenia jak to walczą z koronawirusem i jak starają się chronić swoich ludzi. Jest to jak modlitwa na początek dnia. Orędzie.

A w rzeczywistości? Wydzielanie środków PPE, o ile w ogóle jakieś są, rozrzedzanie dezynfektantów (znów – jeżeli jakieś są), głupie porady o trzymaniu dystansu 2 m „w miarę możliwości”, względnie odwracaniu twarzy, dopuszczanie do pracy osób przetestowanych pozytywnie, pilnowanie aby na zewnątrz nie wydostały się informacje o przypadkach zachorowań w firmie, „kneblowanie” pracowników rozmawiających o tych sprawach poza zakładem, itd. itp.

Nieważne jak jest naprawdę, ważne jak wyglądamy na zewnątrz.