Blog emigracyjny

wtorek, 17 grudnia 2019

Po obu stronach Kanału



Nadchodzą kolejne Święta na emigracji. Dla wielu już „naste”. Spędzimy je różnie – jedni wciąż tutaj, inni wolą tę emigrację odłożyć na chwilę na bok. Ale dla wszystkich to czas wyjątkowy, podobnie jak to zawsze bywało w „Starym Kraju”.

Bo choć czasy się zmieniają, a mieszkamy tam, gdzie okres bożonarodzeniowy to przede wszystkim zakupy i „bania”, to przecież nam tej tradycji jakby więcej pozostało. Wszak i w Polsce chodzimy przed Świętami masowo po sklepach, a pijemy i bawimy się też niezgorzej, jednak Boże Narodzenie ma dla nas wciąż bardziej autentyczny charakter.
Pasterka, kolędy, to nieodłączne elementy tej tradycji; a nawet jak nie za bardzo widzą nas w kościele, to jest to czas rodzinny, czas specjalny. Świąteczny po prostu.

tłum na lotniskuRóżnie to będzie u nas wyglądało. Jedni nie wyobrażają sobie nie powrócić w tym czasie do domu w Polsce. Mają wolne albo biorą wolne. Praca zresztą MUSI ustąpić miejsca. Choćby mieli się zwolnić – no bo po co w takim miejscu pracować, gdzie nie chcą nas wypuścić na Boże Narodzenie (ja tak mam z wakacjami)?
To zresztą często ci, którzy i na wakacje jeżdżą do rodziny. Z różnych względów. Bo chcą z nią być jak najczęściej, bo tak naprawdę to żyją na dwa domy albo... bo i tak nigdzie indziej nie jeżdżą. Znają Polskę i UK. Forsę odkładają.
Są też oczywiście tacy, którzy na Święta jeżdżą sporadycznie. Jak się da. A tak normalnie, to spędzają je wciąż na emigracji albo wyskoczą tym czasie gdzieś indziej na urlop. O ile da się go w tym okresie przystępnie zorganizować...

Znaczna część z nich pojedzie wciąż samochodem. Z różnych względów. Bo inaczej za drogo, zwłaszcza jeśli trzeba zabrać kilka osób. Inni - bo zawsze tak jeżdżą – na lotnisko i tak mają kawał drogi albo latanie im nie służy. Kolejni... lubią się pochwalić, jak wracają z zagranicy. Tym przysłowiowym passatem, czy jaką „beemką”. Kiedy wyjeżdżali od siebie ze wsi/osiedla, to takie mało kto miał. Jeszcze inni, bo nie dali już rady kupić biletów na samolot (porównaj loty). Za późno okazało się, że mają jednak wolne, za późno podjęli decyzję itd. i już nie było czego kupować.
Bo normalnie, to polecieliby samolotem. Tak jak ci, którzy to zawsze robią. Dla jednej czy dwóch osób nawet te 200-300 funtów to może być nie problem. Względnie zabukowali dużo wcześniej (choć też wcale nie tak tanio).

sam w domuI wreszcie, chyba coraz liczniejsza jest grupa tych, którzy nigdzie nie jadą. Konsekwentnie i od lat. W skrajnych przypadkach, na Święta w domu nie byli nigdy.
Nie dla nich ta mordęga. Nie będą tłuc się samochodem – bo nigdy tego nie robią albo nie jeżdżą jak jest tłok na drogach, może być śnieg i np. niepewne są rejsy promu (zobacz promocje) – nie ma dla nich też sensu przepłacać za samolot i jeszcze obawiać się czy nie odwołany, bo na Heathrow jest 5 cm śniegu.

Ale przecież też będą mieli polskie Boże Narodzenie. Często nawet z rodziną, którą na tę okazję „zaimportują” z Polski. W tę stronę wszak kilkakrotnie taniej. A jak nie, to w gronie przyjaciół, których w tym czasie wciąż tu nie brakuje (wśród moich znajomych wyjeżdża w tym okresie już mniejszość).
I też będzie choinka, opłatek, sianko i Pasterka w polskim kościele. I... Kevin. Ale ten, to już po obydwu stronach Kanału.

Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz