Blog emigracyjny

piątek, 19 lipca 2019

Trzeba umieć handlować



Czytam kolejną informację o trudnej sytuacji ekonomicznej piłkarskiej Wisły Kraków. Niedawno uratowanej co prawda przed upadkiem, ale mimo zapowiedzi, nowych poważnych inwestorów dla klubu nie znaleziono. Twierdzę, żę to dlatego bo nikt tam nie umie tego produktu sprzedać. A produkt to mimo wszystko nienajgorszy.

"Pasy" z Altrincham wiedzą jak zbierać kasę
Odbieram kolejny telefon od przedstawicieli FC Altrincham. To klub z miejscowości pod Manchesterem - kiedyś Nationwide Conference, później spadek dwa poziomy niżej, teraz na najlepszej drodze do powrotu do V ligi, zakładają awans do Football League (na poziom czwarty).
Oni wiedzą skądś, że prowadzę jakiś tam mały interes i mają dla mnie propozycję reklamową. Nie mam tyle pieniędzy? To mają tańszą ofertę. Nie muszę wszak być na banerze na stadionie, mogą mnie wyświetlać na monitorze, są różne opcje.
Odmawiam? Zadzwonią znowu, z jeszcze lepszą ofertą. Nie spoczną. Mają sporą grupę sponsorów mniejszych, większych; i zbierają dalej. Tzn. pewnie nie oni sami, tylko wynajęta firma. Która nie zarobi, jeżeli nie dostarczy kasy. Jest klub, potrzebuje pieniędzy – załatwimy.

Tymczasem w Wiśle znaleźli się podobno ludzie z głową. Nie tylko uczciwi tym razem, ale biznesowo nastawieni.
Fakt faktem – uratowali klub.I chwała im za to. Na wieki, chwała. Ale najwyraźniej oni też są skażeni w jakimś stopniu tą Polską nieporadnością, brak im siły przebicia albo pomysłowości. Brak filozofii „You can do it!”

Sporty zespołowe - porównaj na Ceneo

 Brak nawet tego prostego pomysłu, że jeżeli ze względu na powagę stanowiska nie wypada im być osobiście upierdliwcem, którego się nie da pozbyć; to takiego trzeba wynająć. Ludzi, którzy wyrzucani drzwiami, wracają oknem. Mają target i muszą go osiągnąć. Choćby po trupach.

Mam sporo znajomych w „kręgach biznesowych” w Krakowie. Ale jakoś nie pamiętam, aby ktoś z nich wspominał o byciu nagabywanym przez przedstawicieli Wisły. Czy np. Garbarni ("tyż bida"), czy innego klubu sportowego.
Jak mają dać, to sami z siebie dadzą?

Co więcej, życie w Anglii daje mi jeszcze inne spojrzenie na tę sytuację. „Wisła Kraków? - znamy!”  Taka właśnie jest reakcja większości moich brytyjskich współpracowników, kiedy odpowiadam na pytanie, któremu klubowi kibicuję. Pamiętają nie tylko, że nóż trafił w Dino Baggio, ale też np. boje z z Lazio.
Parę lat temu siedzę w knajpie w Hiszpanii i oglądam mecz Wisły z Cypryjczykami. Komentator jest pewien wygranej „Białej Gwiazdy” i awansu tejże – „przecież to Wisła Kraków! Easy!”
Wisła to klub znany w Europie (oprócz tego Legia i Lech, reszty nie ma). Choć oczywiście produkt można sprzedawać wszędzie – i w Polsce i zagranicą. A kanałów sprzedaży jest więcej niż koszulki i banery na stadionie. Co z internetem? 

To jest marka. To się zna. Jak można tego nigdzie nie sprzedać? Zostawcie biura i idźcie do ludzi! Aha – posyłanie oferty e-mailem nie działa. Trzeba mówić do człowieka bezpośrednio – tak jak wokalista Iron Maiden, Bruce Dickinson, który sprzedaje samoloty i używa starej Nokii. Żeby rozmawiać.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza