Blog emigracyjny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą usprawiedliwianie covidem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą usprawiedliwianie covidem. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 stycznia 2022

Pójdę sobie na covidowe

 Raport z zadżumionej wyspy cz. XI czyli bo mamy covida


Wciąż panująca pandemia okazuje się znakomitym atutem dla wszelkiej maści nierobów, zmęczonych życiem lub choćby weekendem i dla kogo popadnie. Co rusz napotykamy na coś nie działającego, kogoś niepracującego - „bo covid”.


usprawiedliwienie covidem
Celowo piszę ten wyraz małą literą, jako że uważam, że wszedł on już do życia codziennego i słownika na zasadzie standardowej wymówki. Fakt, czasami uzasadnionej. Coś jak „mam kaca”. A to piszemy przecież mała literą.

I tak, rzeczywiście ktoś może chorować na Covid-19. I pewne przestoje spowodowane covidem są zrozumiałe.
Problem w tym, kiedy błyskawicznie zdrowieje - bo już się pozbierał z barłogu albo stwierdził, że jednak coś porobi - lub też nie działa nie dlatego, że zachorował; ale że może zachorować. Albo że ktoś inny może zachorować. Fakt - ktoś, gdzieś, zawsze może.

Lekarze podczas pandemii

Zacznijmy od medyków, bo to jeden z najbardziej jaskrawych przykładów na takie myślenie. Nie od dziś i nie tylko w UK lekarze „nie-covidowi” starają się trzymać z dala od pacjentów. Jakby się nagle obudzili, że to tak praca - trzeba spotykać chorych. A chorzy, no cóż, przenoszą choroby. Chodzi tutaj chyba o to, że mogą przenosić „nie takie choroby, na jakie żeśmy się umawiali”. Bo oni mają leczyć go na serce, a tutaj się okazuje, że on ma jeszcze coś...

A ta przysięga Hipokratesa, to taka tradycja, bardziej dla ozdoby, zresztą od dawna to wiadomo. 

Takie czasy, że ludzie idą do pewnej roboty, ale zakładając, że nie trzeba będzie przyjmować jej wszelkich konsekwencji.

Śmieciarze też chorzy(?) na covid

Tak, i oni potrafią twórczo korzystać z pandemii. Przynajmniej na to wygląda. Oto tuż po Nowym Roku ci nasi nie zabrali śmieci. Nic nie mówili czemu ich nie ma. Dopiero po szeregu skarg od mieszkańców, na stronie urzędu miasta wyjawiono, że dopadł ich covid. No tak, covid... w poniedziałek...

Na szczęście się chłopy szybko pozbierali i już na koniec tygodnia byli zdrowi. Opróżnili kubły w sobotę.
Nie, nie żebym pierwszy rzucał w nich kamieniem... sam przecież nie bywałem w pracy w poniedziałek. No i stąd właśnie, w ten poniedziałkowy covid tak trudno mi uwierzyć.

I komu to jeszcze pasuje

Coś jak moja koleżanka z pracy (nie ujawnię jakiej), która pojechała na narty, potem covid(?), dociągnęła do końca następnego tygodnia na chorobowym i pojawiła się wesolutka w robocie.

Druga koleżanka chce zaś zmienić pracę. Złożyła więc w tym celu aplikację. Niestety, jej rozpatrzenie opóźniło się. Czemu? Covid. Ktoś jest chory? Niekoniecznie – ale przecież jest covid.

Natomiast mój bank jest z powodu covidu zamknięty w soboty. I to mnie zastanawia. Ktoś choruje tylko w soboty? A może chodzi o to, że w ten sposób, zamykajac się na jeden z sześciu dni, zmniejszamy prawdopodobieństwo zarażenia o 1/6?

Nie mogłem się skontaktować równiez z Virgin. Dostawca mojego internetu usprawiedliwia się przez automatyczną sekretarkę, że ma okropnie dużo roboty, ze względu na covid...

PS. Jak znacie jeszcze jakieś inne ciekawe przypadki tych, którzy nagle zapadli na „covid”, dajcie znać pod tym postem, pośmiejemy się razem.


Poprzedni post - najnowsza książka o emigracji "To nie ten Zachód"