Blog emigracyjny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tanie wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tanie wakacje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 września 2018

A macie tu Milo Kleftis?



Przeszukując butelki na dolnej półce, stojącej w cieniu jakiegoś egzotycznego drzewa lodówki, znalazłem wreszcie coś, co wyglądało na znajome - „Złodzieja jabłek”. Znajome z UK, skąd chciałem wyrwać się w miejsce urokliwe, ciepłe, najlepiej rajskie, acz spokojne. Mniej kojarzone z Grecją, skąd pochodzi, wciąż niedoceniane w Polsce, gdzie wciąż nie nauczyli się, że lodowaty cydr świetnie gasi pragnienie, „podnosi na duchu” - acz nie usypia.

promy w GrecjiLodówka była jedną z kilku, które wraz z małym, ale pakownym kioskiem, „piłkarzykami”, bilardem i czymś tam jeszcze, tworzyły mini-kompleks spożywczo-zakupowo-rozrywkowy przy najlepszej na tej wyspie plaży. Piaszczystej, przy porcie w Skali – najważniejszym chyba „mieście” na Agistri.




W cudzysłowie, bo choć wygląda jak miasteczko, to jest to tak naprawdę wioska, z niewielką liczbą mieszkańców. Podobnie jak odległe o 20 minut marszu Megalochori, do którego przypływają wodoloty z Pireusu przez Eginę. Do samej Skali przychodzą większe promy oraz poranny „Agistri Express” - prawie-wodolot (trochę się unosi) łączący wysepkę z większą Eginą. Promy w Grecji to wszak podstawowy środek transportu.

Oprócz owych miejscowości, są tu praktycznie tylko przysiółki. Niektóre tak małe jak Aponissos, składające się z prywatnej wysepki dołączonej do Agistri kładką – na niej mieszka jedna rodzina, która udostępnia teren i obsługuje plażowiczów – oraz większej knajpy na brzegu.
W ogóle na całej wyspie mieszka chyba nie więcej niż tysiąc osób.

I właśnie czegoś takiego szukałem na wakacje z UK. Bez tłumów (co nie znaczy, że bez ludzi w ogóle), trochę dalej, ale nie za daleko; tropikalnie, z dobrą plażą, czystą, ciepła i przejrzystą wodą. Tak, aby zdecydowanie odmienić sobie brytyjską szarzyznę. I aby podróż tam była prosta – choć aby przeciętnemu Kowalskiemu, Smithowi i Schmidtowi wydawała się skomplikowana. To bardzo ważny warunek...


http://www.bukujemy.co.uk



No bo tak jest. Agistri to rewelacyjna opcja wczasów z UK. Tak przypuszczałem, i teraz już jestem pewien, jako że wypróbowałem ten wariant na sobie. Chodziło o to, aby samolotem dostać się do Aten. Lata ich tam sporo, z wielu portów lotniczych w UK i przez cały rok. Dalej – „kopnąć się” promem na jakąś mniej uczęszczaną wyspę. Nie żaden drogi i zatłoczony Santoryn, czy Mykonos.

„Eee, z przesiadką...” będzie narzekał jeden marian z drugim. I dobrze. O to chodzi, żeby narzekał i aby rzeczywistość wydawała mu się inna, trudniejsza; to wtedy tu nie przyjedzie.
Ale wierzcie mi, ta przesiadka była mniej męcząca, niż niejeden lot z transferem do hotelu – w ramach „wczasów pakietowych” od jednego touroperatora - tak dla atrakcji objeżdżającym po drodze wszystkie hotele w okolicy.

Wyspy Sarońskie

Ale po kolei. Zaczynam od znalezienia najtańszego lotu. Dzięki odpowiedniej wyszukiwarce lotów da się coś fajnego znaleźć i na wakacje szkolne. Do tego dobieram zakwaterowanie. To łatwe. Kwatery wakacyjne nad Morzem Śródziemnym, czy to hotele, czy wille, czy apartamenty, da się tu znaleźć na każdy dzień i dowolną długość pobytu. Trzeba tylko do sprawy podejść odpowiednio wcześnie.
Później bukuję prom. Grecy tego raczej nie robią, kupują bilet po prostu w porcie; ale będąc cudzoziemcem i chcąc mieć wszystko „zaklepane”, lepiej zaufać przedsprzedaży. Zwłaszcza jeśliby wybierać jakieś dalsze trasy z mniejszą liczbą rejsów na dzień.

Transport z lotniska do portu? Żaden problem. Jeździ tu po prostu komunikacja miejska. „Od drzwi do drzwi”. W dzień chyba lepiej metrem, aby nie stać w korkach; pod wieczór można wziąć tańszy autobus. Linia X96 to nasze „Solarisy”, tak więc czułem się jak w Krakowie. Bilet w budce, przed wyjściem z budynku lotniska. Autobus ma przystanek początkowy też dokładnie w tym miejscu. Zgubić się po prostu nie da.

My przespaliśmy się jeszcze w hotelu 200 metrów od portu w Pireusie. Raz, że nasz samolot lądował późno, dwa – że podobała nam się ta opcja. Około północy odbyliśmy wszak spacer po tym starożytnym miejscu, pijąc piwo i pożywiając się w jednej z licznych, wciąż otwartych kawiarni lub piekarni. Za grosze.

Skala hoteleProm, czy wodolot, to w Grecji środek komunikacji, powszechny, prosty i normalny, że tak powiem „bez ceregieli”. Żadna skomplikowana embarkacja, wszystko odbywa się szybko, wręcz w biegu. Tak też się wysiada. W naszym przypadku w Megalochori (wodolot), gdzie już czekał autobusik zabierający chętnych do Skali. Pięć minut drogi i zatrzymujemy się w miejscu, gdzie jest „wszystko obok”. Prosto z drzwi autobusu do knajpy na dobre lody i zimne „Mythos”. Po drugiej stronie ulicy widzimy lokalną świątynię, widokówkową wizytówkę tego miasteczka i całej wyspy. 100 metrów w prawo – plaża. Ciut dalej mały porcik. Wzdłuż promenady ciąg knajp, parę supermarketów. 100 metrów w drugą stronę, jak się okazuje, nasz hotel.

A nazywał się tak samo jak cała wyspa. „Agistri”. Dwupiętrowy obiekt (tu znajdziesz recenzje), z widokiem na morze z każdego chyba pokoju i dodatkowo z fantastycznym tarasem na ostatniej kondygnacji, z widokiem na całą Zatokę Sarońską. Ateny z Pireusem po drugiej stronie (50 minut wodolotem, 2 g. statkiem), po drodze Salamina, a jeszcze bliżej Egina. Na lewo Przesmyk Koryncki i Peloponez.
Wokół mnóstwo zabytków starożytności, które znam tylko z książek.

zabytki egina

Przed nami dwa tygodnie zupełnego relaksu (tu przydają się zamykane okiennice na balkonie, bo Skala w nocy się bawi). Wakacje na Agistrii, to: plaża, snorkeling, próbowanie jadła w różnych przybytkach, cydr „Milo Kleftis” (i parę innych alkoholi), trochę zwiedzania. Dla tych, którzy nie chcą pchać się na Akropol w sezonie, polecam świątynię Afai na Eginie. Również dobrze zachowana. Łatwo dostępna (taksówka z portu 17 euro), bez tłoku. I widokami jakich wcześniej nie doświadczyłem i gdzie poczułem się, jakby znów oglądał serial „Odyseja”.

Żal było wracać. Ale już mam swoją opcję na wakacje z UK. Dzielę się nią, bo teraz czas na kolejną wyspę. 

wtorek, 4 października 2016

Plusy wakacyjne



Życie i praca w Wielkiej Brytanii, to niedogodności wynikające z innej kultury, z drugiej strony zyski dzięki lepiej opłacanej i łatwiej osiągalnej pracy. Niosą ze sobą również pewne specyficzne benefity – to np. większa dostępność wypoczynku zagranicą. Trochę się co prawda psuje opłacalność cenowa tego synonimu dobrobytu, ale są i na to sposoby.

Oczywiście dyskusja na ten temat nie dotyczy tych, którzy kiedy tylko wolne „zjeżdżają do Polski”. Są bowiem ludzie, którzy innego spędzania urlopu sobie nie wyobrażają i nawet nie rozważają. Tam jest tatowe pole i już.
No ale znaczna część imigrantów zaczęła korzystać z rozwiniętej tutaj branży turystycznej na całego. Oferta ogromna, wczasy wykupywane przez internet, możliwość wykupienia wakacji dla całej rodziny za miesięczne przychody.
No ale rzecz trochę się psuje. No bo loty coraz droższe, funt traci ze względu na perspektywę Brexitu, tańszy, a bardziej atrakcyjny Bliski Wschód to obecnie ryzykowna opcja.

Wakacje rezerwujemy sami


Co wobec tego robić, aby wciąż wypocząć w cieple i osiągnąć to przystępnie cenowo/ Jedną z głównych opcji jest wynajęcie domku samemu, w jakimś przyjaznym miejscu, których wciąż na południu Europy nie brakuje. Samemu, tzn. bezpośrednio od właściciela, kontaktując się z nim telefonicznie, e-mailowo, bądź za pośrednictwem wyspecjalizowanej platformy gromadzącej oferty właścicieli nieruchomości i zapewniającej bezpieczeństwo transakcji.

Można też nawet wynająć bezpośrednio od właściciela, którego sprawdzamy na takim właśnie portalu. I to od polskojęzycznego! Oto np. apartament na Costa Blanca, gdzie dolecicie (Alicante) z każdego większego lotniska w UK, przez cały rok. A klimat tam wyborny, wciąż jest ciepło, do tego ze względu na słone jeziora (oprócz morza oczywiście), najlepszy w Hiszpanii.
Tutaj kwestia cenowa przedstawia się bardzo korzystnie, bo ceny nawet sezonie są rewelacyjne. A poza sezonem to np. 25 euro za dobę za cały apartament, nawet i dla czterech osób!
Bywa, że koncepcję wyjazdu na wakacje psują niestety bilety lotnicze, które kiedy zaczyna się wolne od szkoły, idą święta, itd., - są sporo droższe. Tyle, że wynajmując lokal samemu możemy być dość elastyczni. Tu nie ma sztywnych turnusów. Szukamy więc na odwrót – wtedy, kiedy bilety są najtańsze wyznaczamy termin naszego pobytu.
A jeżeli bardziej polegacie na wypoczynku hotelowym, czy wręcz zorganizowanym, to są i polskojęzyczne serwisy, których tematem są wczasy z UK. Tam poskładacie sobie sami swój wakacyjny pakiet, bądź poprosicie o pomoc polskiego konsultanta.